W końcu jestem specjalistką od redakcji i korekty. Powinnam mieć wszystkie regułki i zasady w małym palcu. Co ze mnie za fachowiec, jeśli czegoś nie wiem albo nie pamiętam?

Tak, są pewne podstawy. Na przykład wiedza, że „naprawdę” piszemy łącznie. Ale to, że coś wiem, nie oznacza, że się nie pomylę.

Po pierwsze errare humanum est. Tak po prostu. Każdy się myli, zawód nie ma tu nic do rzeczy. Wiesz, że mam na swoim profilu na Instagramie karuzele z błędami? Nie będę pokazywać palcem, ale znajdziesz i literówkę, i pomylone spójniki skorelowane 😉

Po drugie to, że jestem korektorką, nie oznacza, że widzę swoje błędy. Pisanie tekstu i sprawdzanie go to zupełnie różne czynności. Staram się zawsze przejrzeć teksty po sobie, ale tak samo jak Ty bywam zmęczona, rozkojarzona, w złym humorze albo po prostu nie widzę tej literówki. Docelowo na pewno będę chciała zatrudnić do pomocy kogoś, kto sprawdzi to, co piszę, ale to plan na dalszą przyszłość.

Ciekawostka: najwięcej błędów popełniam zawsze na relacjach na Instagramie. Wrzucam je często na szybko, między korektą, w trasie, po pracy. Tak samo, jak robisz to Ty. I dlatego u mnie też jest pełno literówek. Uroki treści na dobę.

Do tego mam od dawna dużą wadę wzroku, oczy szybko mi się męczą, kiedy zapada zmierzch. Te literki na telefonie po prostu są za małe. Powiedz, że jesteś po trzydziestce, nie mówiąc, że jesteś po trzydziestce…

Po trzecie ekonomia języka. Czy wiesz na przykład, że prawidłowo powinniśmy mówić: „prowadzę blog” zamiast „prowadzę bloga” lub „wysyłam e-mail” zamiast „wysyłam e-maila”? Te błędy wynikają z upraszczania i dążenia do ujednolicenia niektórych form. To normalny proces w każdym języku, nie tylko w polskim.

I dlatego po czwarte osłuchanie i opatrzenie się z błędami. Ile razy dziennie słyszysz na ulicy „przyszłem” albo „wyłanczać”? Jak często widzisz  w Internecie „wogule” albo „niewiem”? Mogę sobie wiedzieć, jaka jest prawidłowa forma. Ale po prostu odruch czasami bywa silniejszy. To naturalne.

Po piąte zawód korektora polega na ciągłym kształceniu się. Może nie znam każdej regułki na pamięć, ale za to wiem, gdzie szukać tych zasad. Kiedy zlecasz mi korektę, płacisz mi nie tylko za tę konkretną wiedzę, którą mam w głowie, lecz także za to, że wiem, gdzie szukać, kiedy zderzam się z nietypowym błędem.

Więc nie, drobne błędy w moich tekstach nie oznaczają, że jestem niekompetentną korektorką. Po prostu jestem człowiekiem, bywam zmęczona i nieuważna.

PS A kiedyś miałam na stronie zakładkę „Widzisz błąd?”. Po wejściu ładował się tekst: „Świetnie! To znaczy, że nie jestem maszyną. Część tekstów jest z dawnych czasów, kiedy dopiero zaczynałam poznawać świat korekty. Po prostu napisz, co jest nie tak”. Nigdy nie miałam tylu zapytań o korektę, co wtedy 😉

Podobał Ci się ten wpis? Interesujesz się poprawną polszczyzną lub chcesz nauczyć się, jak lepiej pisać? Zapisz się na mój newsletter i otrzymuj co tydzień darmowe porady, wskazówki i informacje.